Trekking w Atlasie, który zmienił mój pogląd na porażkę
Miałem wejść na Toubkal. A potem nie wszedłem.
Plan był prosty. Zrobiłem research, zarezerwowałem ekipę z mułami i przewodnika przez agencję w Imlil, odpowiednio spakowałem się na październikowe wysokości i dałem sobie trzy dni: Imlil–schronisko Nelter (Dzień 1), próba wejścia przed świtem (Dzień 2), zejście do Imlil (Dzień 3). Dżabal Toubkal, 4167 metrów — najwyższy szczyt Afryki Północnej, korona Wysokiego Atlasu, coś, co chciałem zaliczyć od dziesięciu lat.
Dotarłem do schroniska. Dotarłem kawałek drogi na wejście na szczyt w ciemności. A potem wysokość, o której czytałem, którą sobie wyobrażałem i którą trochę zlekceważyłem, przedstawiła mi się jako fizyczna rzeczywistość, z którą nie mogłem negocjować ani przemyślić.
Na 3600 metrach, gdzieś na usypisku poniżej fałszywego szczytu, o 4:30 rano usiadłem na głazie z bólem głowy czującym się jak wbijany stalowy klin w lewy skroń i pomyślałem: to dziś nie nastąpi.
To, co się zamiast tego wydarzyło, było — moim zdaniem — lepsze.
Wioska przed górą
Imlil leży na 1740 metrach w Dolinie Mizane, 64 kilometry na południe od Marrakeszu. Jazda z Marrakeszu trwa około 90 minut w dobrych warunkach — długa droga przez rolnicze równiny, która zaczyna się wspinać i zwężać w ostatnich 20 kilometrach, mijając wioskę Asni i serpentynami wspinając się przez ogrody orzechowe i tarasowe pola, aż dolina się otwiera i widzisz Toubkal po raz pierwszy — naprawdę duży, posypany śniegiem w październiku, siedzący na końcu doskonałej glacjalnej doliny, jakby ktoś go tam umieścił celowo.
Dotarłem do Imlil wieczorem przed startem trekkingu i siedziałem na tarasie Kasbah du Toubkal — odrestaurowanej fortecy zamienionej w pensjonat powyżej wioski, prowadzony we współpracy z lokalną społecznością — z herbatą miętową i talerzem berberyjskiej zupy, obserwując, jak dolina ciemnieje. Światło w Atlasie w godzinie przed zachodem słońca jest inne niż gdziekolwiek indziej w Maroku: ciepła czerwonozłota barwa, która pochodzi nie z nieba, lecz ze skały samej — granit i wapień w szczególnym kolorze, który łapie późne słońce i odbija je podwójnie.
Wioska Imlil ma stałą populację może kilkuset rodzin Amazighów (Berberów). Większość mężczyzn, z którymi rozmawiałem, była przewodnikami lub mulnikarzami albo i jednym, i drugim; gospodarka trekkingowa przekształciła wioskę ekonomicznie przez ostatnie 30 lat w sposób, który starsi mieszkańcy opisywali ze złożonością — nie jednoznacznie pozytywnie, nie jednoznacznie negatywnie. Turystyka przyniosła pieniądze i infrastrukturę. Przyniosła też presję na tradycyjne wzorce i nowe pokolenie, które kalkuluje swoją przyszłość w euro, a nie w cyklach rolniczych.
Dzień pierwszy: wspinaczka z Mohamedem
Moim przewodnikiem był Mohamed — Mohamed Ait Lhaj, by być precyzyjnym, co znaczy, że pochodził z klanu Ait Lhaj, który prowadzi w Atlasie przez wiele pokoleń. Może 55 lat, zbudowany jak lina wspinaczkowa (chudy, silny, mylący), chodził w tempie, które zajęło mi 20 minut przestać się za nim wstydzić, gdy próbowałem nadążyć. Mówił taszelhit (berberyjski), marokański arabski, francuski i tyle angielskiego, żeby powiedzieć mi, kiedy przestać być idiotą.
Szlak z Imlil do schroniska Nelter wspina się o 1300 metrów na około 12 kilometrach. Pierwsza trzecia wiedzie przez berberyjskie wioski — Aroumd, ostatnią wioskę przed właściwą wspinaczką, z płaskodachowymi domami z adobe wbudowanymi w skałę, kobietami wieszającymi pranie na dachach, dziećmi wyskakującymi z nieprawdopodobnie wąskich drzwi. Środkowa część to długa traversa przez zarośla jałowcowe i pola kamieniste, gdzie ekipy mułów transportują zapasy do schroniska, a trekkerzy schodzą w różnych odcieniach porażki. Końcowy odcinek to stromsze usypisko, krajobraz stał się księżycowy, a schronisko Nelter pojawia się jako mały czerwony budynek na nagim grzbiecie.
Byłem w górskich schroniskach w Alpach i Dolomitach. Schronisko Nelter to inna kategoria: kamień i metal, bez pryszniców, wspólne dormitoria z matami z pianki, kuchnia produkująca zaskakująco kompetentne tagine i harirę na wysokości, i zebranie może 30 osób z sześciu krajów połączonych tym samym celem. Atmosfera w górskich schroniskach na tej wysokości jest zawsze nieco skompresowana — ludzie przez cały dzień się forsowali, adrenalin przed jutrzejszą próbą wciąż przed nimi, a wysokość robi coś pożytecznego z socjalnymi pretensjami.
Spałem źle. Wysokość utrudnia sen; oddycha się zbyt płytko i budzi z poczuciem, że ktoś owinął czaszkoę mokrą wełną. O 3:00 Mohamed zapukał do drzwi dormitorium i powiedział, że wychodzimy za 30 minut.
4:30 rano i szczera rozmowa z własnym ciałem
Podejście na szczyt w ciemności to oświetlona czołówką procesja po luźnym usypisku. Kąt nachylenia jest umiarkowany według alpejskich standardów — trudność techniczna Toubkalu to nie problem — ale wysokość komplikuje wszystko. Każdy krok czuje się jak ostatni, który chcą zrobić twoje nogi. Powietrze jest naprawdę rzadkie na 3500 metrów w październiku; oddychanie wymaga świadomego wysiłku zamiast automatycznej funkcji.
Ból głowy, który narastał od kolacji poprzedniego wieczoru, stał się gdzieś około 3600 metrów niemożliwy do zignorowania. Nie zwykły ból głowy wysokościowy — te znałem z niższych wysokości, nieprzyjemne, ale do opanowania. To był specyficzny i nudnościowy ból, któremu towarzyszyło narastające zawroty głowy, które rozpoznałem z literatury jako początek właściwej choroby wysokościowej, a nie zwykłego dyskomfortu.
Powiedziałem Mohamedowi. Spojrzał na mnie bez osądzania i zadał kilka pytań — jak bardzo kręci mi się w głowie, czy mi niedobrze, czy wymiotowałem. Jeszcze nie do wymiotów. Skinął głową.
„Schodzimy” — powiedział. Nie jako pytanie.
„Wiem” — odpowiedziałem.
Zawróciliśmy. Szczyt był może 600 metrów powyżej nas. Może 2,5 godziny w moim tempie. Widziałem inne czołówki kontynuujące drogę po usypisku w ciemności. Patrzyłem na nie i czułem szczególny smak rozczarowania, którego nie spodziewałem się czuć tak mocno.
Co dało mi zejście
Oto rzecz ze wchodzeniem na górę i porażką: wciąż masz zejście przez wszystko, przez co wchodziłeś w ciemności.
Obserwowanie doliny wracającej do widoczności, gdy słońce wzeszło nad wschodnim grzbietem Atlasu — ogromna pomarańczowa kula unosząca się ponad skałą i zalewająca usypisko miedzianym światłem — było jednym z najbardziej czysto pięknych rzeczy, jakie widziałem. Zejście przez sekcję z jałowcami, którą wspinaliśmy się w ciemności, było przemienione: jastrzębie unoszące się na porannych prądach powietrza, dolina daleko poniżej z wioskami ułożonymi wzdłuż rzeki, Marrakesz gdzieś niewidoczny na północ za południową ścianą gór.
Mohamed szedł obok mnie i bez pytania opowiedział o swoim ojcu, który przewodził tą samą trasą przez 30 lat przed nim, i o francuskim wspinaczu, który zginął na podejściu na szczyt 10 lat temu w marcu, i o tym, jak jego syn teraz szkoli się na przewodnika, czyniąc zawód rodziny trzema pokoleniami długim. Mówił o górze z połączeniem szacunku i familiarnej zażyłości, jaką ludzie pracujący w krajobrazie przez dziesięciolecia rozwijają — nie mistycyzm, ale bardzo szczególna wiedza o konkretnym miejscu.
Gdy dotarliśmy do wioski Aroumd w drodze na dół, kobieta wyszła z jednego z domów wbudowanych w skałę i bez słowa wręczyła Mohamedowi pakunek zawiniętych w tkaninę — chleb, upieczony tego ranka, ciepły przez tkaninę. Podziękował jej po taszelhit i jedliśmy na płaskim kamieniu przy ścieżce. To był najlepszy chleb, jaki jadłem w Maroku. Co coś znaczy, bo Maroko jest bardzo dobre w chlebie.
Schronisko, dwa razy
Powrót do schroniska Nelter w połowie rana był inny niż przybycie poprzedniego popołudnia. Byłem teraz kimś, kto zawrócił, a schronisko zawierało innych ludzi, którzy zawrócili, i wszyscy mieliśmy tę nieco niezręczną koleżeńskość ludzi upokorzonych przez tę samą rzecz.
Holender w moim wieku doszedł do 3900 metrów przed wymiotami na usypisku. Młoda francuska para weszła na szczyt, ale wyglądała na to, że tego żałuje. Dwóch marokańskich studentów z Casablanki było na trzeciej próbie i każdorazowo odpychała ich pogoda. Byli z tym całkowicie pogodzeni, planując czwartą wyprawę na wiosnę.
Casablańczycy nauczyli mnie wyrażenia po darija (marokański arabski): „Mashi mushkil” — nie ma problemu, albo bardziej precyzyjnie: to nie ma znaczenia. Używali go konkretnie o nieudanym wejściu. Jeden z nich powiedział coś do Mohameda po arabsku, a Mohamed przetłumaczył: „Mówi, że góra coś ci dała. Jeszcze nie wiesz co.”
To rodzaj zdania, które brzmi jak fortune cookie, gdy to zapisuję, a w danej chwili brzmiało całkowicie prawdziwie.
Co faktycznie zmieniło moje myślenie
Przyjechałem do Atlasu, żeby wejść na Toubkal, i wróciłem do domu bez wejścia na Toubkal. Zamiast tego miałem:
Prawdziwą rozmowę o życiu mężczyzny w krajobrazie, który jego rodzina przemierzała przez trzy pokolenia. Szczególną jakość chleba upieczonego na wysokości w piecu na drewno. Wschód słońca nad Atlasem z 3600 metrów — ułamkowo mniej imponujący, jak sądzę, niż wschód z 4167 metrów, ale niezwykły niezależnie od tego. Roboczą wiedzę o tym, które mięśnie najbardziej protestują przy długim zejściu po luźnym usypisku. Zrewidowane rozumienie tego, co wysokość faktycznie robi z ludzką kognicją i jak różni się od zimna, zmęczenia czy odwodnienia.
I coś trudniejszego do nazwania: rozpoznanie, że podchodziłem do Atlasu jako do rzeczy do zdobycia, a nie jako do miejsca. Szczyt był celem, a wszystko inne — tłem. Niepowodzenie celu otworzyło tło.
Wróciłem do Imlil na drugą noc przed zejściem do Marrakeszu. Mohamed zaprosił mnie na kolację z rodziną — jego żona ugotowała mrouzję (jagnięcina z rodzynkami i miodem, fascka mieszanka przypraw nadawała jej szczególną słodycz) i podała z pięcioma sałatkowymi potrawami i chlebem. Siedzieliśmy po turecku na poduszkach, podczas gdy jego najmłodsza córka obserwowała, jak próbuję jeść tylko prawą ręką i zasłaniała usta, by ukryć śmiech z mojej techniki.
Strona destynacji Imlil ma praktyczne szczegóły o przewodnikach, agencjach i logistyce trekkingu. Jeśli planujesz próbę wejścia na Toubkal, przewodnik po Atlas Mountains obejmuje pełen wachlarz opcji trekkingowych w Atlasie — Toubkal jest najwyższy, ale nie jedyną trasą wartą zrobienia. Dla tych, którzy chcą poczuć Imlil i berberyjskie wioski bez dwunoclegu, wycieczka jednodniowa do wiosek berberyjskich i Atlasu z Marrakeszu obejmuje dolinę Imlil i wioski w ciągu jednego dnia — prawdziwy przedsmak krajobrazu i kultury bez wielodniowego zobowiązania.
O wysokości i szczerości
Jeśli planujesz wejście na Toubkal, kilka rzeczy, które chciałbym był poważniej potraktował:
Aklimatyzacja ma znaczenie. Moim błędem było przejście zbyt szybko z 1740 metrów (Imlil) na 3207 metrów (schronisko Nelter) w jeden dzień, a potem próba wejścia na szczyt następnego ranka. Noc w Imlil na aklimatyzację przed schroniskiem lub powolny dzień aklimatyzacyjny między wioskami zrobiłby różnicę. Większość przewodników to zaleca. Miałem napięty harmonogram i zignorowałem tę rekomendację.
Październik to późny sezon. Wysokość wzmacnia zimno, przed którym dzienne temperatury cię nie ostrzegają — w Imlil może być 18°C, a na podejściu na szczyt w październiku -8°C. Ubieraj się warstwowo.
Przewodnik nie jest opcjonalny przy próbie wejścia na szczyt. Nie dlatego, że trasa jest technicznie złożona — nie jest — ale dlatego, że dobre podejmowanie decyzji na wysokości wymaga kogoś, kto wie, jak wygląda poważna choroba wysokościowa, i ma autorytet, żeby cię zawrócić. Ocena Mohameda mojej sytuacji była trafna i szybka.
Przewodnik Atlas vs Sahara w Maroku omawia, jak te dwa główne krajobrazy porównują się jako priorytety podróżnicze — może pomóc, jeśli ważysz trekking w porównaniu z wycieczką na pustynię. Jeśli skłaniasz się ku trekkingowi, ale nie jesteś gotowy na Toubkal, wycieczka do Atlasu — 3 doliny i wodospady daje ci prawdziwy dzień w Wysokim Atlasie z realnym marszem, bez ekspozycji na wysokość — sensowny rekonesans przed poważnym podejściem.
Wracam wiosną. Numer Mohameda jest w moim telefonie. Tym razem właściwie się aklimatyzyram.
Góra nadal tam jest.


