Dlaczego ciągle wracam do Essaouiry

Dlaczego ciągle wracam do Essaouiry

Jest pewien rodzaj podróżniczej miłości, który trudno wyjaśnić

To nie jest miłość z pierwszej wizyty, która jest głośna i oczywista i ma wszystko wspólnego z nowością. To nie jest nostalgia, dokładnie, choć korzysta z jej materiałów. To bardziej jakby miasto weszło ci w system — w konkretny sposób, w jaki twoje ciało reaguje na słone powietrze i szczególne światło — i odkrywasz, że w nieregularnych odstępach czasu musisz wracać.

Essaouira zrobiła mi to cztery razy. Pojechałem po raz pierwszy, bo chciałem przerwy od Marrakeszu podczas dłuższej marokańskiej podróży. Wróciłem, bo tęskniłem za czymś, czego nie potrafiłem nazwać. Za trzecim razem zaplanowałem to jako całą podróż. Za czwartym, zeszłej wiosny, zarezerwowałem autobus z Marrakeszu przed rezerwacją lotu do domu — to chyba najbardziej oczywisty dowód na tę chorobę.

Postaram się wyjaśnić dlaczego. Nie jestem pewien, czy mi się uda.


Wiatr nie jest problemem. Wiatr jest właśnie o to chodzi.

Wszyscy wspominają wiatr, jakby był komplikacją. Aliże Essaouiry — atlantycki wiatr pasatowy wiejący głównie z północnego północnego zachodu — uderza w miasto po południu przez większość dni od kwietnia do października, czasem wcześniej, zawsze niezawodnie. W lipcu, o 15:00 na plaży, masz do czynienia z 25–30 węzłami stałego wiatru, który porywa górną warstwę piasku poziomymi wstęgami i sprawia, że rozstawienie parasola jest niemożliwe.

Gdy po raz pierwszy dotarłem do Essaouiry w lipcu, o południe poszedłem na plażę, znalazłem idealny kawałek pustego atlantyckiego piasku, rozłożyłem ręcznik i wytrzymałem 40 minut, zanim wiatr przepędził mnie z powrotem do mediny. Pomyślałem, że popełniłem błąd.

To, co rozumiem teraz, po czterech wizytach, to że wiatr jest właśnie tym, co sprawia, że popołudniowe doświadczenie Essaouiry jest prawdziwe. Medina po południu, gdy większość atlantyckich nadmorskich miejscowości zapełnia się plażowiczami, jest za to pełna ludzi, bo plaża nie jest opcją. Tworzy to szczególną popołudniową atmosferę: chłodne tarasy kawiarni, zapach oceanu bez intensywności słońca, miasto, które faktycznie normalnie funkcjonuje w swoim sezonie turystycznym zamiast zamykać się do zachodu słońca.

A plaża rano — zanim wiatr się rozbuduje — jest niezwykła. Szeroka, płaska, atlantycko-szara, z basztami mediny widocznymi na północy i długim cyplem Cap Sim na południu. Jeśli idzie się wystarczająco daleko na południe, turystyczna infrastruktura znika całkowicie, a jedynym towarzystwem jest okazjonalny jeździec i linia wodorostów na krawędzi przypływu.


Stragany z owocami morza przy porcie i kłótnia o sardynki

Mój ulubiony posiłek w Maroku, po czterech wyprawach i poważnej ilości jedzenia, kosztuje około 40 MAD (mniej niż 4 euro) i je się go stojąc przy plastikowym stoliku na nabrzeżu portu.

Port Essaouiry to czynny port rybacki — niebieskie drewniane łodzie pomalowane, mężczyźni sortujący sieci, zapach morza, diesla i ryby w mniej więcej równych proporcjach. Przy nabrzeżu co rano rozkładany jest rząd grilli z tym, co przyniosły łodzie: sardynki (przez cały rok), barweny (sezonowe), makrele, dorada, ośmiornice, sola, czasem małe tuńczyki. Wybierasz rybę, grillują ją na węglu drzewnym i w ciągu około czterech minut od złożenia zamówienia trafia na talerz z chlebem i filiżanką sosu chermoula.

Powiedziano mi — przez ludzi, którzy powinni wiedzieć lepiej — że sardynki w porcie Essaouiry są „najlepsze w Maroku”. Powiedziano mi — przez rybaka w Tangerze — że sardynki z Tangeru są lepsze, bo pochodzą z wód Cieśniny, a nie z otwartego Atlantyku. Nie potrafię rozstrzygnąć tego sporu i przestałem próbować. To, co mogę powiedzieć, to że sardynki Essaouiry — grillowane na węglu drzewnym, aż skórka się zwęgla, jadzone rękami z chlebem rwającym się z ciepłego bochenka — to jedna z tych fundamentalnie satysfakcjonujących rzeczy, które wyjaśniają, dlaczego marokańskie jedzenie ma taką reputację.

Drugiego wieczoru podczas trzeciej wizyty w Essaouirze jadłem przy porcie z francuską parą, którą poznałem w pensjonacie. Zamówiliśmy trzy razy i zostaliśmy przez dwie godziny. Rybak prowadzący grilla wyszedł w pewnym momencie, żeby kłócić się po francusku o właściwe użycie ras el hanout w chermouli. Nie miał racji (chermoula nie powinna zawierać ras el hanout — to sos z cytryny, kminu i papryki z ziołami, nie sos z ciepłymi przyprawami), ale kłócił się z takim przekonaniem, że zacząłem wątpić w siebie.


Porównanie z Niebieskim Miastem i dlaczego Essaouira wygrywa dla mnie osobiście

Zawsze czuję lekkie wyrzuty sumienia, pisząc to, ale: uważam, że Chefchaouen jest piękny w wyczerpujący sposób. Niebieskość jest prawdziwa i jest niezwykła i fotografuje się wspaniale i doskonale rozumiem, dlaczego stało się jednym z najczęściej fotografowanych miast w Afryce. I jest też w lipcu absolutnie pełne turystów robiących dokładnie to, co ty — patrzą na niebieskie mury, fotografują niebieskie mury, próbują sfotografować niebieskie mury bez innych turystów w kadrze.

Essaouira nie została zinstagramowana w ten sam sposób. Ma reputację i turystyczną obecność — nie jest nieodkryta — ale skala mediny (w pewnym sensie mniejsza, bardziej zwarta niż Chefchaouen) i wiatr i czynny port tworzą miasto, które nie czuje się, jakby zostało ułożone pod aparaty. Niebiesko-białe jest — Essaouira jest również w przeważającej mierze biało-ścienna z niebieskimi detalami, baszty to wybielony kamień starych atlantyckich fortecy — ale podstawowa relacja miasta jest z morzem, nie z obiektywem.

Myślę też, że Essaouira jest naprawdę spokojniejsza. Medina ma jedną główną ulicę (Rue Mohammed El Qory, czasem zwana Rue de la Skala) i kilka równoległych ulic; można się zorientować kompasowo w ciągu godziny. Sprzedawcy są obecni, ale nie agresywni jak w medinie Marrakeszu ani nawet Fezu. Chodziłem przez medinę Essaouiry sam wieczorem i czułem tę szczególną przyjemność bycia w obcym miejscu bez konieczności ciągłej czujności.


Muzyka Gnawa i berberyjsko-hipisowska era

Essaouira ma konkretną tożsamość muzyczną, która nie jest powielona nigdzie indziej w Maroku z tą samą intensywnością. Tradycja Gnawa — transowa tradycja muzyczna zakorzeniona w subsaharyjskich afrykańskich społecznościach sprowadzonych do Maroka przez wieki handlu i niewolnictwa — ma swój najsilniejszy żywy wyraz właśnie tu oraz, w mniejszym stopniu, na Dżamaa el-Fna w Marrakeszu.

Coroczny Festiwal Muzyki Gnaoua, zwykle odbywający się w czerwcu, sprowadza 400 000–500 000 ludzi do miasta liczącego 80 000 mieszkańców na cztery dni plenerowych koncertów. Jeśli planujesz być w Essaouirze podczas festiwalu, rezerwuj noclegi sześć miesięcy wcześniej; miasto tymczasowo staje się zupełnie innym miejscem. Plenerowe sceny na plaży i na Place Moulay Hassan wypełniają się mieszanką marokańskiej i międzynarodowej publiczności, bez odpowiednika w marokańskim kalendarzu turystycznym.

Poza festiwalem muzycy Gnawa grają na placu i podczas nieformalnych sesji w niektórych kawiarniach w medinie. Sama muzyka — pentatoniczna, hipnotyczna, zbudowana na basowej lutni zwanej guembri, przerywana metalowymi kastanietami zwanymi krakebu — jest rodzajem rzeczy, która wchodzi ci do głowy w najlepszy możliwy sposób. Raz zostałem w Essaouirze przez pięć dni częściowo po to, by uczestniczyć w późnonocnej sesji, o której usłyszałem od innego gościa, a która okazała się czterema muzykami grającymi w małym pokoju nad sklepem z dywanami dla około dwunastu osób, trwającą do 2:00 w nocy — jedno z najbardziej niezwykłych i pamiętnych doświadczeń muzycznych, jakie miałem gdziekolwiek.

Berberyjsko-hipisowska era późnych lat 60. i wczesnych 70. zostawiła innego rodzaju osad. Jimi Hendrix to najsłynniejsze nazwisko w lokalnej mitologii — podobno mieszkał w małym domu w Diabat, wiosce na południe od Essaouiry, po usłyszeniu muzyki Gnawa w Marrakeszu i podążeniu za nią na zachód. Czy precyzyjna historia jest prawdziwa — to kwestia sporna, ale jego wizyta jest udokumentowana, a reputacja bohemijskiego podróżnika, jaką Essaouira nagromadziła w tym okresie, wyprodukowała charakterystyczną kulturę artystyczną widoczną w gęstości galerii mediny (więcej na metr kwadratowy niż gdziekolwiek indziej w Maroku poza Casablancą) i w mieszance marokańskich i międzynarodowych artystów, którzy tutaj się zadomowili.

Warsztaty drewna thuya są tego częścią. Thuya to supeł drewna z atlasowego cedru rosnącego w południowo-zachodnim Maroku, o niezwykłym rysunku słojów — wirującym, ciemnozłotym, prawie luminescencyjnym po wypolerowaniu. Spółdzielnie stolarskie Essaouiry produkują pudełka, ramki, tace i ozdoby z niego, które są znacznie lepszą wartością niż równoważne towary w turystycznych soukach Marrakeszu. Kupiłem jedną rzecz podczas każdej z moich czterech wizyt w Essaouirze i nigdy żadnej nie żałowałem — czego nie mogę powiedzieć o zakupach z soukach Marrakeszu.


Spokojniejsza wersja Maroka

To jest najgłębszy powód, dla którego ciągle wracam, i jest najbardziej osobisty.

Marrakesz, który kocham i o którym pisałem i do którego będę wracać, wymaga szczególnego rodzaju zaangażowania, które polega zasadniczo na zarządzaniu intensywnością. Zarządzasz nawigacją po medinie, interakcjami z naganaczami, sensorycznym wolumenem Dżamaa el-Fna, upałem, gęstością. To zaangażowanie jest satysfakcjonujące — produkuje coś realnego i dobrego, gdy się je dobrze ustawi — ale jest też wyczerpujące. Po trzech dniach w Marrakeszu zazwyczaj jestem pełny.

Essaouira wymaga od ciebie mniej. Medina jest do nawigacji. Sprzedawcy są obecni, ale nie pilni. Wiatr utrzymuje temperaturę znośną. Tempo — a to nie jest błahostka — jest naprawdę wolniejsze niż Marrakesz, nie performatywnie wolniejsze, naprawdę wolniejsze, w tym sensie, że rzeczy otwierają się późno, zamykają wcześnie bez wyraźnego powodu, a mężczyzna w kawiarni na Place Moulay Hassan dolewa ci herbaty i nie przynosi rachunku, dopóki nie wstaniesz.

Wracam do Essaouiry, myślę, bo to jest miejsce, gdzie Maroko jest łatwiejsze do zamieszkiwania niż odwiedzania. Różnica nabiera większego znaczenia, im więcej podróżowałem po Maroku. Na początku mojego życia z Marokiem odwiedzanie wystarczyło. Teraz chcę być w miejscu przez kilka dni w sposób, który nie czuje się jak performance bycia w miejscu.

Dla pierwszego raz w Maroku ciągle podtrzymuję — jak argumentowałem w artykule dlaczego Essaouira zamiast Marrakeszu — że Essaouira jest niedocenianym punktem startowym. Przewodnik po destynacji Essaouira zawiera pełne szczegóły praktyczne.

Jeśli przyjeżdżasz z Marrakeszu, autobus CTM jedzie około 3 godziny i jeździ kilka razy dziennie. Warto rezerwować z przynajmniej dniem wyprzedzenia latem. Jeśli chcesz zrobić coś podczas pobytu poza błądzeniem po medinie i jedzeniem przy porcie, lekcja surfingu na plaży w Essaouirze to jedno z najbardziej konsekwentnie dobrych wprowadzeń do plaży — wiatr, który sprawia, że jest doskonała dla kitesurfingu i windsurfingu, tworzy też regularne małe fale świetne dla początkujących, a szkoły surfingu skupiają się na południe od mediny w odległości spaceru.


Co zrobię przy piątej wizycie

Już wiem. Wezmę CTM z Marrakeszu. Zamelduje się w tym samym riadzie, którego używałem przy trzeciej wizycie — prowadzonym przez parę z Essaouiry, która wypełnia dziedziniec doniczkową geranią i serwuje najlepsze msemen w medinie na śniadanie. Pójdę do portu tego wieczoru i zjem sardynki. Następnego ranka będę szedł na południe wzdłuż plaży zanim wiatr się rozbuduje. Znajdę kawiarnię na placu i będę czytać przez dwie godziny po południu, podczas gdy wiatr będzie przenikał przez drewniane kratownicze ekrany tarasu.

I w pewnym momencie, w tym szczególnym popołudniowym świetle, które wpada przez łuki bastionów i pada po placu poziomymi pasami, znowu zrozumiem, krótko i wyraźnie, dlaczego ciągle wracam do tego konkretnego miejsca.

Nie mogę ci powiedzieć więcej precyzyjnie niż to. Niektóre miasta wchodzą ci w system. Essaouira weszła mi w system.