Tanger: pierwsze wrażenia — czego nikt mi nie powiedział o bramie do Maroka

Tanger: pierwsze wrażenia — czego nikt mi nie powiedział o bramie do Maroka

Pociąg z Casablanki zmienił wszystko, zanim jeszcze dotarłem

Przez kilka miesięcy przed wyjazdem budowałem sobie obraz Tangeru. Powstał z prozy Paula Bowlesa, paranoicznych depesz Williama S. Burroughsa, garści czarno-białych fotografii Strefy Międzynarodowej z lat 50. — mężczyźni w jasnych garniturach przy stolikach kafejek, mglisty wylot Cieśniny, miasto zawieszone między kontynentami, nieodpowiedzialne przed żadnym z nich. Tanger w mojej wyobraźni był dekadencki, niebezpieczny i uwodzicielski na specyficznie literacki, midcentury sposób.

Czego się nie spodziewałem — czego mitologia Bowlesa tendencyjnie nie ujawnia — to jak zwyczajnie Tanger się czuje, gdy się przyjeżdża.

Nie zwyczajnie jak rozczarowująco. Zwyczajnie jak: wysiadasz z pociągu na stacji Tanger-Ville i wchodzisz w miasto pachnące dieslem i ciastkami, gdzie taksówkarze negocjują po francusku, znaki uliczne są trójjęzyczne, a kawiarnia na rogu puszcza francuskie radio. Natychmiast i niepokoją, czujesz coś jak południe Hiszpanii skrzyżowane z marokańską mediną. Co — w końcu to pojąłem — jest dokładnie tym, czym jest.


Co przewodniki chowają w przypisach

Tanger był, od 1923 do 1956 roku, Strefą Międzynarodową — administrowaną wspólnie przez Francję, Hiszpanię i późnej Wielką Brytanię, z własną walutą, własnym systemem podatkowym, własną pocztą i słynną liberalnością, która przyciągała pisarzy, artystów, przemytników, szpiegów i ludzi potrzebujących miejsca technicznie poza czyjąkolwiek jurysdykcją. Spuścizna nie jest tylko literacka. Jest architektoniczna, kulinarna i — jak odkryłem — głęboko zakorzeniona w tym, jak miasto odnosi się do siebie.

Wpływ hiszpański widać w układzie ulic, płytkowych wnętrzach kawiarni i barowych przekąskach przypominających pintxos dostępnych w ville nouvelle. Wpływ francuski jest w języku (większość kupców i taksówkarzy w Tangerze domyślnie przechodzi z obcokrajowcami na francuski, nie na arabski), kulturze kawiarni i bulwarowym urbanizmie Alei Mohammada VI. Marokańskie miasto islamskie jest w medinie — zwartej, klimatycznej, znacznie łatwiejszej w nawigacji niż Fez czy nawet Marrakesz — i w azaanie przerywającym francuskie radio w regularnych odstępach.

Nikt mi tego nie powiedział. Czytałem o marokańskim charakterze Tangeru. Nikt nie powiedział mi, że spacer po Ville Nouvelle bardziej przypomina Malagę niż Marrakesz.


Pielgrzymka do Paula Bowlesa

Przyznam się do pewnej obsesji na punkcie Paula Bowlesa. „Schronienie nieba” to — moim zdaniem — jedna z najlepszych powieści o podróżowaniu, jakie kiedykolwiek napisano — konkretnie o przepaści między tym, co podróżnik wyobraża sobie, że mu zrobi jakieś miejsce, a tym, co to miejsce faktycznie robi. Czytanie jej w Tangerze było stosownie rekurencyjne.

Bowles mieszkał w Tangerze przez większość swojego dorosłego życia, umierając tu w 1999 roku. Jego mieszkanie w Immeuble Itesa w Ville Nouvelle stało się skromnym miejscem pielgrzymek — budynek wyglądający z zewnątrz jak biurowiec towarzystwa ubezpieczeniowego z lat 50., zawierający na jednym z wyższych pięter zachowane pokoje, w których Bowles pisał, przyjmował Burroughsa, Ginsberga i Capote’a, i tłumaczył marokański folklor oralny na angielski. Mieszkanie jest technicznie dostępne przez fundację Bowlesa i lokalne organizacje kulturalne, choć wymaga pewnego wysiłku z wyprzedzeniem.

Bardziej wzruszające niż mieszkanie okazało się Gran Café de Paris na Place de France. Działa od 1927 roku. Korzystał z niego Bowles. Starsi mężczyźni grający w szachy przy marmurowych stolikach wyglądają, jakby siedzieli tu, gdy Bowles jeszcze żył. Kawa jest doskonała. Rogaliki są północnoafrykańskie, a nie francuskie — płaskie, gęstsze, lepiej nadające się do maczania. Siedziałem tam godzinę i czytałem „Schronienie nieba”, czując po raz pierwszy od przyjazdu tę szczególną atmosferę, która przyciąga ludzi do Tangeru: warstwową nieprawdopodobność jego historii, poczucie bycia gdzieś, co zbyt wiele widziało, by cokolwiek mogło je zaskoczyć.


Miasto Ibn Battuty

To, co mitologia Bowlesa wypiera, to fakt, że ważniejszy syn Tangeru poprzedza Burroughsa o sześć wieków. Ibn Battuta urodził się w Tangerze w 1304 roku. Wyruszył do Mekki w wieku 21 lat w tym, co miała być jednorazową pielgrzymką, i spędził następne 29 lat podróżując po świecie islamskim — do Chin, Mali, Malediwów, Konstantynopola — pokonując około 120 000 kilometrów, więcej niż jakikolwiek podróżnik przed nim i większość po nim aż do XIX wieku. Jego relacja, Rihla, jest jednym z fundamentalnych tekstów literatury podróżniczej i jednym z najważniejszych źródeł pierwotnych na temat średniowiecznego świata islamskiego.

W medinie jest mały plac jego imienia i, poza miastem, Ibn Battuta Mall (centrum handlowe — co jest jakoś odpowiednie dla człowieka, który dokumentował handel na trzech kontynentach). Jego dom nie zachował się w możliwej do zidentyfikowania formie. Pozostaje jego imię, jego książka i świadomość, że to miasto — ten konkretny zakątek Afryki, gdzie kontynent prawie dotyka Europy — od co najmniej 700 lat wydaje podróżników czujących, że kontynent jest zbyt mały na ich ambicje.

Znalazłem związek z Ibn Battutą bardziej wzruszający niż ten z Bowlesem. Bowles przybył do Tangeru skądinąd. Battuta wyruszył z Tangeru wszędzie.


Medina: nawigowalna jak Marrakesz nie jest

Po dwóch dniach w Ville Nouvelle wchłaniającym franco-hiszpańską dziwność, wszedłem do mediny i poczułem powrót Maroka.

Medina Tangeru jest zwarta w porównaniu z Marrakeszem czy Fezem. Można się zorientować w ciągu poranka bez przewodnika — Petit Socco (mały plac będący społecznym centrum mediny) i Grand Socco (większy plac przy północnej bramie mediny) służą jako użyteczne punkty orientacyjne. Górna dzielnica kasba powyżej mediny oferuje niezwykłe widoki na Cieśninę Gibraltarską, a jeśli widoczność pozwala — na wybrzeże Hiszpanii.

Z tarasu przy Muzeum Kasba obserwowałem statek towarowy przepływający z Hiszpanii do Maroka — przeprawa zajmuje mniej więcej 35 minut — i myślałem o tym, ile ludzi stało na tym cyplu patrząc na północ. Ibn Battuta wśród nich. Cieśnina ma tu 14 kilometrów szerokości. W pogodny dzień Europa jest widoczna. Tego dnia nie było pogodnie, a drugi brzeg był ideą, a nie faktem.

Wynająłem przewodnika na pół dnia w kasbie — ta dzielnica wymaga kontekstu, którego samodzielne błądzenie nie zapewnia. Na wprowadzenie w kluczowe miejsca, wycieczka z przewodnikiem po medinie i kasbie w Tangerze sprawnie obejmuje zarówno historyczne warstwy mediny, jak i dzielnicę kasba — bardziej przydatne tu niż w Marrakeszu, gdzie można produktywnie błądzić na własną rękę, bo miejsca Tangeru wymagają wyjaśnienia.

Legacja Amerykańska — jedyny historyczny amerykański budynek publiczny poza Stanami Zjednoczonymi, datowany na 1821 rok — jest w medinie i jest najbardziej zaskakującą wizytą muzealną w Maroku. Stany Zjednoczone uznały marokańską suwerenność w 1777 roku, co czyni Maroko pierwszym krajem, który uznał niepodległość Ameryki. Legacja jest pomnikiem tej historii dyplomatycznej i przechowuje maszynę do pisania Bowlesa, część jego rękopisów i stałą kolekcję artystyczną skupioną na twórcach związanych z Marokiem z okresu międzynarodowego.


Jedzenie: lepsze, niż się spodziewałem, inne, niż się spodziewałem

Miałem niskie oczekiwania wobec jedzenia w Tangerze bez konkretnego powodu. Te oczekiwania były błędne.

Targ rybny w pobliżu portu pokazuje, co Tanger potrafi. Barweny, dorada, świeże sardynki, sola — jakość jest wyjątkowa, a ceny są marokańskie, nie europejskie. Kilka małych restauracji wokół portu przygotuje twoje rynkowe zakupy na zamówienie. Posiłek, który zjadłem drugiego wieczoru — labraks z chermoula, chleb, oliwki, sałatki marokańskie — był najlepszym posiłkiem rybnym całej marokańskiej podróży, a podróż obejmowała Essaouirę.

Kultura kafejkowa w Ville Nouvelle jest również naprawdę doskonała. Cukiernie z franco-marokańskimi ciastkami hybrydowymi (rożki nadziewane pastą migdałową, rogaliki z wodą różaną zamiast masła), mocna kawa przy marmurowych stolikach kafejkowych — trudno o gorsze śniadanie gdziekolwiek w świecie śródziemnomorskim.


Szczery werdykt po trzech dniach

Tanger to nie Marrakesz. To nie Fez. To miasto, gdzie Afryka spotyka Europę w sposób, który nie czuje się ani dramatycznie, ani oczywisty — po prostu historycznie nieuchronny. Medina jest dostępna, nie będąc oswojona. Ville Nouvelle jest naprawdę interesująca, a nie tylko strefą użytkową dla tranzytowych turystów. Historia literacka jest prawdziwa, choć Tanger Paula Bowlesa i Tanger Ibn Battuty są ciekawsze niż mitologia Burroughsa, która dominuje w angielskojęzycznym dyskursie.

Co mnie zaskoczyło najbardziej: europejskość nie jest stratą. Charakter Tangeru wynika właśnie z jego pozycji — miasto, które zawsze było między światami, administrowane przez kilka obcych mocarstw i nienależące do żadnego z nich. Czujesz Cieśninę w każdej części miasta. Czujesz ciężar całego tego tranzytu — wieków podróżnych, którzy tu przechodzili w drodze dokądś indziej i zostawiali fragmenty siebie w architekturze, kuchni i języku.

Do planowania podróży po północnym Maroku — Tanger naturalnie łączy się z Chefchaouen (3–4h na południowy wschód) i Rabatem (6h na południe). Obwód Tanger–Chefchaouen–Fez–Meknes to jedna z najbardziej historycznie satysfakcjonujących struktur itinerariów w Maroku — uzupełniająca dla obwodu Marrakesz–Sahara–Essaouira, który dominuje w większości planowań podróży. 14-dniowy plan podróży po Maroku pokazuje, jak połączyć oba obwody.

Połączenie promem z Tariffy w Hiszpanii zajmuje 35 minut. Przeprawa jest tania, spokojna przy dobrej pogodzie i stanowi jedno z wielkich doświadczeń progowych w międzynarodowych podróżach — miasto hiszpańskich kafli i arabskich wezwań do modlitwy, widoczne w oddali, potem rosnące, potem nagle otaczające cię ze wszystkich stron. Trzy dni w Tangerze wydały się bardzo dobrym początkiem rozumienia go. Podejrzewam, że miesiąc poczułby się tak samo.


Uwagi praktyczne

  • Jak dotrzeć: Stacja kolejowa Tanger-Ville jest 3 km od Ville Nouvelle; pociągi z Casablanki przez Kenitrę jadą około 5h30. Szybkobieżny Al Boraq z Casa-Voyageurs jedzie 2h10.
  • Komunikacja w mieście: Medina jest do przejścia pieszo. Petit taxi obsługują odległości w Ville Nouvelle (taksometr, 10–15 MAD). Grand taxi na dłuższych trasach.
  • Nocleg: Opcje budżetowe skupiają się wokół Petit Socco. Lepsze pensjonaty i butikowe riady są w dzielnicy kasba. Hotel El Minzah (wielka dama tangierskich hoteli, Churchill i różni szpiedzy ery Bond, dziś nieco wyblakły, ale klimatyczny) jest przy Rue de la Liberté.
  • Wycieczki jednodniowe: Chefchaouen (3–4h autobusem CTM lub wspólnym taxi) lub wybrzeże Groty Herkulesa i Cap Spartel na zachód od miasta (30 minut).