Podróż po Maroku w czasie Ramadanu zaskoczyła mnie w sposób, którego się nie spodziewałem

Podróż po Maroku w czasie Ramadanu zaskoczyła mnie w sposób, którego się nie spodziewałem

Wersja z przewodnika

Każdy przewodnik, który w ogóle wspomina o Ramadanie, mówi mniej więcej to samo: w ciągu dnia trudno o jedzenie, wielu mieszkańców pości i może być drażliwych pod wieczór, alkohol jest trudny do zdobycia, a jedzenie w miejscach publicznych powinno być dyskretne. Niektóre idą dalej i sugerują, aby w miarę możliwości unikać Maroka w czasie Ramadanu.

Przed wyjazdem w marcu 2023 roku przeczytałem o tym wszystkim. Tamtego roku Ramadan zaczął się pod koniec marca i trwał do święta Eid al-Fitr w późnym kwietniu. Mój pobyt pokrył się z ostatnimi dwoma tygodniami świętego miesiąca.

To, co się faktycznie wydarzyło, było na tyle inne od wersji podręcznikowej, że chcę to zapisać — nie po to, by zaprzeczać praktycznym wskazówkom, bo większość z nich jest trafna, ale by opisać fakturę tego, jak Ramadan naprawdę wygląda od środka. A tego przewodniki konsekwentnie nie potrafią uchwycić.

Co przewodniki miały rację

Zacznę od rzetelności. Praktyczne ograniczenia są realne. Wiele restauracji i straganów z jedzeniem na medinie Marrakeszu i Fezu jest zamkniętych w ciągu dnia lub otwiera się późno z okrojonym menu. Lokalna kultura kawiarniankowa — mężczyźni siedzący od świtu przy małych szklankach herbaty przy zewnętrznych stolikach — praktycznie znika z ulic. Ok. 16:00 mediny obu miast nabierają specyficznego nastroju: jest ciszej niż zwykle, w powietrzu czuć napięcie — nie wrogie, ale wyraźnie wyczuwalne. To energia ludzi, którzy od przed świtem nie jedli ani nie pili i dochodzą do końca postu.

Kwestia alkoholu również jest realna. Bary w hotelach sieciowych działają normalnie. Sklepy monopolowe w dzielnicy Guéliz w Marrakeszu są zamknięte. Wiele restauracji, które normalnie podają wino do posiłków, nie robi tego w Ramadanie. Przez te dwa tygodnie piłem mało — częściowo z wyboru, bo w tym kontekście czułem się z tym dziwnie — częściowo z logicznej konieczności.

Noszenie przekąsek okazało się naprawdę przydatne. Jadłem śniadanie w riadzie (większość riadów serwuje śniadania za zamkniętymi drzwiami niezależnie od Ramadanu), a przez resztę dnia miałem w plecaku orzechy i suszone owoce na czas między posiłkami. To praktyczna rada, którą dałbym każdemu.

Pierwszy wieczorny azaan i wszystko, co potem

A teraz to, o czym przewodniki milczą. Przy Iftarze — przerwaniu postu o zachodzie słońca, ogłaszanym przez armatę Iftar w Marrakeszu i przez azaan — Maroko zmienia się całkowicie.

Siedziałem na tarasie swojego riadu w dzielnicy Mouassine, gdy pierwszego wieczoru wystrzeliła armata. W ciągu kolejnych pięciu minut ulice pod spodem zapełniły się z prawie pustych. Każde gospodarstwo otworzyło drzwi. Zapach hariry — gęstej zupy z cytryną i pomidorami, tradycyjnego pierwszego dania Iftaru — unosił się jednocześnie z każdej kuchni. Sąsiedzi wychodzili na dachy. Gdzieś poniżej ktoś zaczął grać muzykę. Dzieci biegały w zaułkach. Całe miasto, które przez cały dzień wstrzymywało oddech, nagle odetchnęło.

Przez dwie godziny siedziałem na tym tarasie i patrzyłem, jak Marrakesz je, rozmawia i śmieje się w sposób, jakiego nigdy wcześniej nie widziałem. Nic z tego nie było dla mnie. Nic nie było turystycznym spektaklem. Było to miasto zanurzające się w rytuale starszym niż cokolwiek, co nazywamy nowoczesnym życiem — a ja przypadkowo znalazłem sobie miejsce, z którego mogłem to wszystko obserwować z góry.

Czegoś takiego nie zobaczysz o żadnej innej porze roku.

Zaproszenie

Trzeciego dnia w Fezie zgubiłem się na medinie — co w Fezie jest praktycznie nieuniknione. Wylądowałem w dzielnicy mieszkalnej za Medersą Bu Inaniya, w zaułku szerokim może na półtora metra, bez pojęcia, gdzie jestem. W drzwiach pojawiła się kobieta, spojrzała na mnie, spojrzała na mój bezradny GPS i powiedziała po francusku: „Zgubił się pan?”

Przyznałem, że tak. Powiedziała: „Proszę wejść” i wskazała gestem do środka.

Zawahałem się może przez pół sekundy, po czym poszedłem za nią na podwórze. W środku była rodzina — jej mąż, dwoje dorosłych dzieci, starsza kobieta, którą wziąłem za babcię — siedzący wokół rozłożonej na podłodze tkaniny. Była godzina przed Iftarem. Na stole stały harira, daktyle, szebakia (smażone ciasteczka z miodem i sezamem, które w Ramadanie są wszędzie), jajka na twardo i półmisek owoców.

Zaproszono mnie, żebym usiadł. Usiadłem. Jedliśmy — a raczej czekaliśmy razem, aż odliczą się ostatnie minuty postu, a potem jedliśmy — prawie bez wspólnego języka. Mój francuski jest jako tako, ale ta rodzina znała go głównie od tej kobiety. Reszta rozmowy odbywała się gestami, tłumaczem w telefonie i tą szczególną, bezsłowną biegłością, jaką daje wspólne spożywanie posiłku.

Zostałem dwie godziny. Wychodząc, miałem ze sobą harirę w pojemniku, który wcisnęła mi babcia. Nie byłem w stanie wytłumaczyć, gdzie jest mój riad, więc mąż odprowadził mnie na główną ulicę i wskazał rozpoznawalny punkt orientacyjny.

Myślę o tym wieczorze częściej niż o czymkolwiek innym z tej podróży.

Co Ramadan robi z turystycznym Marokiem

Jedną z niespodziewanych korzyści podróżowania w czasie Ramadanu jest to, że turystyczna infrastruktura przerzedza się. Wielu turystów unika Maroka w Ramadanie, kierując się podręcznikowymi wskazówkami. Mediny są w ciągu dnia wyraźnie mniej zatłoczone, nagonka ze strony naganiaczy i pośredników jest ograniczona (wielu z nich również pości i oszczędza energię), a doświadczenia, które pozostają dostępne — muzea, zabytki, spacery po medinie z przewodnikiem — są spokojniejsze niż o jakiejkolwiek innej porze roku.

Garbarnia w Fezie o 10:00 rano w Ramadanie: prawie żadnych innych turystów. Garbarnia Chouara, przy której normalnie tłoczą się ludzie trzy rzędy głęboko na tarasie widokowym, miała sześciu odwiedzających, gdy tam byłem. Sześciu. Garbarze pracowali poniżej przy kadziach z barwnikiem i ptasim gnojem w tym samym rytmie, który utrzymują od wieków, niezakłóceni przez selfie stick wycieczki grupowej. Całodniowa wycieczka kulturalna po Fezie jest w Ramadanie szczególnie warta zarezerwowania właśnie dlatego, że tłumy są cienkie — garbarnie, medresy i zaułki medyny są w tej porze roku najbardziej kontemplacyjne.

Pałac Bahia w Marrakeszu, który w kwietniu normalnie oznacza lawirowanie między grupami turystycznymi na każdym dziedzińcu, był tak spokojny, że siedziałem w salonie z cedrowym sufitem przez czterdzieści pięć minut bez poczucia pośpiechu. Czytałem. Przyszedł kot i usiadł obok mnie. Przez rzeźbione kratownice przebijało się przesuwające światło.

To są tajne dary Ramadanu.

Jedzenie, gdy już je znajdziesz

Turyści, którzy unikają Ramadanu, tracą ramadanowe jedzenie. To wielka ironia. Cukiernie — zwykle doskonałe — wchodzą w tryb sezonowy: szebakia w górach, różne odmiany chebby i sellou, syropowe smażone ciasteczka produkowane wyłącznie w tym miesiącu. Harira serwowana na straganach, które ponownie otwierają się o Iftarze, jest lepsza niż harira, jaką jadłem o każdej innej porze roku — bogatsza, dłużej gotowana, gęstsza od ciecierzycy i soczewicy, doprawiona świeżą kolendrą.

Atmosfera nocnego targu po Iftarze na Dżamaa el-Fna w Marrakeszu jest czymś zupełnie innym niż dzienny turystyczny spektakl placu. Rodziny spacerują razem. Młodzież w grupach. Atmosfera zbiorowego świętowania i ulgi ma ciepło, którego wieczory w zwykłym sezonie turystycznym nie zawsze oferują.

W Fezie o 23:00 natknąłem się na spontaniczne nocne spotkanie muzyki Gnawa, które trwało do 2:00 w nocy. Muzycy nie grali dla turystów — było nas dwoje, przypadkowo obecnych w kręgu może sześćdziesięciu mieszkańców. To doświadczenie, którego nie można zaplanować. Zdarzyło się, ponieważ życie towarzyskie miasta przeniosło się na noc, a ja przeniosłem się razem z nim.

Szczere trudności

Nie chcę tego nadmiernie romantyzować. Zdarzały się ciężkie dni. Pewnego popołudnia w Fezie, naprawdę głodny o 17:00, nie mogłem znaleźć ani jednej otwartej restauracji. Skończyłem z orzeszkami z supermarketu, jedząc na schodkach w medinie — co było i trochę żałosne, i zupełnie w porządku. Bardzo tęskniłem za poranną kawą — nie za samą kawą, ale za rytuałem siedzenia w kawiarni z filiżanką i obserwowania ulicy.

Energia późnego popołudnia na medinach — zwłaszcza w Marrakeszu, gdzie turystyczna ekonomia zderza się z poszczącą — bywa napięta w sposób, który bywa wyczerpujący, gdy nawigujesz po niej sam. Niektórzy sprzedawcy są pod koniec popołudnia naprawdę wykończeni. Słynna marokańska gościnność, zazwyczaj solidna, może nieco się rozrzedzić pod ciężarem osiemnastogodzinnego postu.

Zmienia się też transport. Trasy gran taxi działają według zmienionego rozkładu. Niektóre lokalne linie autobusowe rzadziej kursują. Podróżowanie między miastami w środku popołudnia podczas Ramadanu może oznaczać dłuższe oczekiwanie i krótsze nerwy. Ruszaj w podróż wcześniej.

Czy zrobiłbym to ponownie?

Tak, bez wahania. Z zastrzeżeniami:

  • Noś przekąski i wodę. Zjedz solidne śniadanie w miejscu zakwaterowania.
  • Planuj główny posiłek na wieczór, po Iftarze. Wtedy i tak jest najlepsze jedzenie.
  • Dostosuj harmonogram. Wyruszaj wcześnie, odpoczywaj późnym popołudniem, gdy miasto zwalnia, i wróć po zachodzie słońca.
  • Przyjmij, że niektóre doświadczenia będą niedostępne lub zmienione. Bądź elastyczny.
  • Szanuj publiczny post. Nie jedz ostentacyjnie w miejscach publicznych w ciągu dnia na medinach. To nie jest nielegalne, ale jest uprzejme.

I gdzieś idź na Iftar. Zapytaj gospodarza riadu, czy możesz obserwować rodzinny Iftar, lub przyjmij zaproszenie, jeśli się pojawi. To najlepsze okno na marokańskie życie codzienne, którego przemysł turystyczny nie jest w stanie zapakować i sprzedać.

Nasz przewodnik po najlepszym czasie na wizytę w Maroku zawiera informacje o terminach Ramadanu według lat — kalendarz księżycowy przesuwa daty o około jedenaście dni rocznie — a nasz przewodnik dla pierwszych wizytatorów ma sekcję o normach kulturowych istotnych dla podróżowania w czasie Ramadanu.

Harira o zachodzie słońca była warta każdej chwili. Jedzenie babci, spożywane na dziedzińcu obcych ludzi w Fezie, to wciąż najlepszy posiłek, jaki jadłem w Maroku. Niczego z tego nie planowałem. To też warte odnotowania.