Maroko z maluchem: szczera rodzinna recenzja podróży
Pytanie, które zadawali nam wszyscy przed wyjazdem
„Maroko? Z dwulatkiem? Po co?”
Takie pytanie zadawali nam znajomi, rodzina, jakiś mężczyzna na lotnisku, który podsłuchał nasz cel podróży i poczuł się powołany do zabrania głosu. Podtekst był jasny: Maroko jest chaotyczne, fizycznie wymagające, potencjalnie niehigieniczne, zdecydowanie gorące i pełne alejek niekompatybilnych z wózkiem. Po co zabierać tam małe dziecko?
Rozumiem to pytanie. Chcę też na nie odpowiedzieć właściwie, co oznacza zacząć od szczerości: podróżowanie po Maroku z maluchem jest trudniejsze niż podróżowanie bez niego. Jest też, w sposób, który ma znaczenie, bardziej satysfakcjonujące — nie z powodu jakiegoś romantycznego przekonania, że dzieci wzbogacają doświadczenia podróżne (czasem tak; czasem siadają na podłodze całkowicie dobrego muzeum i odmawiają ruszenia się), ale dlatego że Maroko okazuje się krajem, który traktuje małe dzieci z ciepłem naprawdę różniącym się od wszystkiego, czego doświadczyliśmy w europejskich destynacjach.
Oto pełna relacja.
Struktura naszego wyjazdu
Zrobiliśmy osiem dni: trzy noce w Marrakeszu, dwie noce w Essaouirze, dwie noce z powrotem w Marrakeszu, jedna noc tranzytowa. Nasza córka Zoé miała dwa lata i cztery miesiące. Chodzi pewnie, ale nie zawsze szybko, drzemie raz dziennie niezawodnie, je w zasadzie wszystko i toleruje ciepło lepiej niż jej rodzice. Te cechy kształtowały wszystko.
Nocowaliśmy w riadach w obu miastach. Nie wynajmowaliśmy samochodu. Nie robiliśmy żadnej wycieczki na pustynię. Nie jedziemy na Saharę. To właściwe decyzje dla podróży z maluchem tej długości — wyjaśnię dlaczego.
Co Maroko robi dobrze dla dzieci
Kulturowe ciepło wobec małych dzieci jest realne. Czytałem o tym w innych relacjach i byłem sceptyczny — brzmiało jak coś, co rodzice mówią sobie nawzajem, by usprawiedliwić decyzje uważane przez innych za wątpliwe. Jest realne. W ciągu ośmiu dni w Maroku Zoé była noszona przez sprzedawców, częstowana herbatnikami przez właścicieli kawiarni, fotografowana intensywnie przez lokalne kobiety, które ją uwielbiały, i witana w każdej restauracji jakby jej przybycie było najlepszą częścią wieczoru. To nie jest inscenizacja. Marokańska kultura naprawdę stawia dzieci w centrum swoich struktur społecznych, a podróżowanie z nią otworzyło interakcje z miejscowymi, które bez niej nie miałyby miejsca.
Jedzenie jest przyjazne dla maluchów. Tagine z kurczakiem i warzywami, chleb khobz, dania ryżowe, kuskus, pastilla, wszędzie świeże owoce i soki — marokańskie jedzenie nie jest przyprawione na poziomie wykluczającym małe dzieci. Zoé jadła kuskus royale (jagnięcina, kurczak i warzywa na ręcznie toczonym semolinie) w marrakeszańskiej restauracji i zjadła więcej niż ja. Street food jest generalnie bezpieczny przy właściwym wyborze: trzymaliśmy się dla niej świeżo grillowanych potraw i unikaliśmy surowych sałatek.
Riady są naprawdę dobrym zakwaterowaniem dla rodzin. Wewnętrzna struktura dziedzińcowa riadu — innymi słowy zamknięta przestrzeń zewnętrzna w centrum budynku — to plac zabaw dla malucha. Każdy riad, w którym nocowaliśmy, miał wyłożony kafelkami dziedziniec z fontanną, który Zoé traktowała jak prywatną własność. Personel w obu riadach był wobec niej ciepły w sposób typowo marokański dla małych dzieci.
Marokańczycy są cierpliwi wobec wózków w sposób, który cię zaskoczy. Spodziewałem się, że wąskie alejki mediny sprawią, że wózek będzie niemożliwy. Są wąskie — wiele ma poniżej dwóch metrów szerokości — ale Marokańczycy poruszający się z obładowanymi osłami i rowerami z ładunkiem sprawnie ustępują drogi, a miejscowi często odsuwali przeszkody lub oferowali pomoc, gdy poruszaliśmy się przez szczególnie trudny odcinek. W Marrakeszu używaliśmy wózka mniej więcej przez połowę czasu, a w Essaouirze prawie przez cały czas (medina Essaouiry jest szersza i bardziej kompatybilna z wózkiem).
Co było trudne
Zarządzanie temperaturą. Pojechaliśmy pod koniec czerwca. Marrakesz w późnym czerwcu ma średnio 37°C. Odpowiedzią na to jest: jedź w kwietniu, maju, wrześniu lub październiku. My nie mogliśmy z powodów zawodowych i zapłaciliśmy cenę malucha więdnącego codziennie o 13:00 i potrzebującego dwóch godzin w riadzie, zanim mogła znowu funkcjonować. Wymuszone popołudniowe zatrzymanie okazało się w porządku — pasowało do naturalnego rytmu riadu i dało nam czas dla siebie — ale samo ciepło było naprawdę wyczerpujące dla niej. Essaouira była wyraźnie chłodniejsza dzięki atlantyckiemu wiatrowi i byłaby moją rekomendowaną bazą dla rodzinnej podróży w gorące miesiące.
Alejki mediny Marrakeszu nie są wszędzie kompatybilne z wózkiem. Części mediny — szczególnie wokół suków i rejonu między Jemaa el-Fnaa a fontanną Mouassine — mają nierówne, starożytne bruki, strome schodki i nagłe zmiany poziomów utrudniające poruszanie się wózkiem. Nosiliśmy ją w chuście na tych odcinkach i składaliśmy wózek. Działało to dobrze, ale wymagało planowania: nie wchodziliśmy spontanicznie do suku. Planowaliśmy trasy.
Czas w restauracjach. Marokańska kolacyjna kultura jest późna — miejscowi jedzą o 20:00 lub 21:00, a najlepsza atmosfera restauracyjna jest zwykle po 20:00. Z maluchem potrzebującym jeść o 18:00 i spać o 20:00 jest to strukturalnie niezgodne z idealnym doświadczeniem restauracyjnym. Jedliśmy wcześnie (18:30) w mniej atmosferycznych godzinach, wychodziliśmy zanim wieczór nabrał tempa i akceptowaliśmy to jako koszt. Dobre riady bez narzekania obsługują wczesne kolacje; restauracje turystyczne niższej jakości są czasem niecierpliwe w nieszczycie.
Adaptacja pierwszego dnia. Zoé spędziła pierwsze 24 godziny w Marrakeszu na kalibracji. Hałas, zapach, wizualna intensywność mediny — wszystko to było więcej niż dotychczas spotykała i część pierwszego dnia spędziła przy nas, cicha. Drugiego dnia poruszała się z entuzjazmem. To nie jest problem, po prostu fakt do uwzględnienia w planie: nie planuj najbardziej wymagającego doświadczenia na pierwszy dzień.
Co zrobilibyśmy inaczej
Jechać w październiku, nie w czerwcu. Różnica temperatur (22°C w październiku vs 37°C w czerwcu) to jedyna zmiana, która miałaby największy wpływ na wyjazd.
Zacząć w Essaouirze, nie w Marrakeszu. Zrobiliśmy najpierw Marrakesz, potem Essaouirę. Odwróciłbym kolejność. Essaouira jest łagodniejsza, chłodniejsza, z zarządzalną mediną, którą maluch może eksplorować bez totalnego przytłoczenia. Zacząć tam, skalibrować się i dopiero przybyć do Marrakeszu z już ustawionym punktem odniesienia byłoby mądrzejsze.
Minimum trzy noce w każdym mieście. Osiem dni w dwóch miastach było mniej więcej właściwe. Nie mogliśmy dodać kolejnych miast — pakowanie i rozpakowywanie z małym dzieckiem sprawia, że każde przejście jest kosztowne czasowo i energetycznie. Dwie bazy miejskie, każda z trzema lub więcej nocami, to właściwa struktura dla podróży z maluchem po Maroku.
Zarezerwować riad z prywatnym basenem. Na czerwcowy lub lipcowy wyjazd riad z basenem to nie luksus, to konieczność. Popołudniowy upał wymaga miejsca, w którym można umieścić malucha i które jest chłodne, rozrywkowe i bezpieczne. Niektóre riady w Marrakeszu mają prywatne minibaseny; inne mają wspólne. Rezerwuj specjalnie pod kątem tej cechy.
Miejsca, które sprawdziły się najlepiej
Essaouira do codziennego życia: Szeroka medina, morska bryza, płaska atlantycka plaża, po której maluch może biec bezpiecznie, obiad z rybami przy nabrzeżnych straganach (Zoé jadła grillowane sardynki bez protestów) i generalnie spokojne tempo. Lekcja surfingu oczywiście nie była dla nas, ale sama plaża była idealna. Nasz przewodnik po Essaouirze zawiera rekomendacje noclegów dla rodzin.
Ogród Majorelle w Marrakeszu na poranne wizyty: Otwiera się o 8:00, najpiękniejszy zanim tłumy przybędą o 10:00. Zoé uznała kaktusy za jednocześnie przytłaczające i ekscytujące. Kawiarnia w ogrodzie serwuje dobry świeżo wyciskany sok i rozsądne śniadanie. Muzeum Berberyjskie w środku było dla niej krótko interesujące, zanim koncentracja wymagana przez zwiedzanie muzeum przekroczyła jej bieżące możliwości rozwojowe. Bilet łączony do Ogrodu Majorelle, Muzeum YSL i Muzeum Berberyjskiego pozwala ominąć kasę z maluchem w ramionach — zdecydowanie warto zarezerwować z wyprzedzeniem.
Stragany z jedzeniem Jemaa el-Fnaa wieczorami: Nosiliśmy Zoé w chuście i spacerowaliśmy po wieczornych straganach o 19:00. Dym, kolory i hałas fascynowały ją. Jedliśmy sok pomarańczowy i briouaty (faszerowane trójkątne paszteciki), gdy obserwowała muzyków Gnawa. Sprawdziło się lepiej niż jakikolwiek posiłek w restauracji, jaki mieliśmy w mieście.
Plaża na południe od mediny Essaouiry: Pięć kilometrów płaskiego atlantyckiego piasku, minimalna liczba turystów, drewno na opał, fale widoczne z daleka, ale wystarczająco daleko, by były bezpieczne dla chodzącego malucha. Spędziliśmy tam dwa poranne. Zbierała małe kamyki. To nie jest aktywność specyficznie marokańska, ale były to dwa najlepsze poranki wyjazdu.
Uczciwy werdykt
Czy pojechalibyśmy do Maroka z małym dzieckiem znowu? Tak. Czy poleciłbym to komuś z trzymiesięcznym niemowlęciem lub niemowlęciem, które jeszcze nie chodzi? Prawdopodobnie nie — logistyka mediny jest specyficznie trudna dla wózków, a zarządzanie temperaturą jest trudne dla bardzo małych dzieci. Dla maluchów, które chodzą, elastycznie jedzą i tolerują hałas, Maroko jest naprawdę możliwe do zarządzania, a w konkretnym cieple, jakim otacza małe dzieci, zaskakująco gościnne.
Wyjazd wymagał więcej planowania niż nasze bezdzietne wycieczki do Maroka. Każde przejście było wolniejsze. Każde popołudnie było blokowane przez drzemkę. Każdy posiłek w restauracji był wcześniejszy i krótszy niż byśmy sami wybrali. To są koszty podróżowania z rodziną, nie koszty specyficzne dla Maroka, i są w pełni warte zapłacenia za doświadczenie obserwowania małego dziecka odkrywającego, że świat jest znacznie dziwniejszy, rozleglejszy i piękniejszy, niż jego dotychczasowe doświadczenie by sugerowało.
Zoé wciąż mówi o kotach w medinie Fes, której nie odwiedziła (myli riady i mediny jako jedną kategorię). Nazywa je „koty riadowe”. Były rzeczywiście koty riadowe. Były wspaniałe. Nie myli się.
Nasz rodzinny przewodnik po Maroku zawiera kompleksowe porady dotyczące terminu, zakwaterowania i specyficznej logistyki podróżowania z dziećmi w różnym wieku. Rodziny szukające aktywności na świeżym powietrzu, która zmieści się w czasie drzemki, mogą rozważyć przejażdżkę na wielbłądzie w Palmeraie o zachodzie słońca — krótka, wizualnie porywająca i poza chaotycznym centrum medyny.





